Do czego może się przydać stosowanie EFT ?

21 Październik 2009

Już w Biblii było napisane: proście, a będzie wam dane, tylko uwierzcie, że otrzymaliście. Nie jedna religia i nie jedna filozofia mówi o tym, że żeby coś osiągnąć, należy wzbudzić w sobie takie uczucia, jakby już ziściło się to czego pragniemy. Mówią o tym również badania naukowe prowadzone na całym świecie. Niby proste, ale nie wtedy, kiedy nasz świadomy umysł zauważa: “no ale przecież jest do dupy, jestem chory, albo biedny i jak mam poczuć w sobie uczucie, jak bym był bogaty albo zdrowy ?” Emocje strachu, żalu, smutku czy rozpaczy są silniejsze i żadna wizualizacja ani afirmacja nie przynosi rezultatów. Wtedy warto zastosować EFT. Metodę, za pomocą której uwolnisz się od negatywnych emocji i skupienie się na pozytywnych afirmacjach przyjdzie znacznie łatwiej. Zazwyczaj nie dzieje się to błyskawicznie, ale cierpliwość i systematyka zrobią swoje i efekty będą widoczne dość szybko. Jeśli mówisz teraz, że i systematyka i cierpliwość są trudne, to masz gotowy temat do opracowania go za pomocą EFT na początek. Opukaj to, a potem weź się za pozostałe emocje i uczucia.


Coś o potrzebie dna

21 Październik 2009

Wszyscy wiemy, że od dna łatwiej się odbić i szybciej się wypływa na powierzchnię. Jak więc odbić się i wypłynąć w dowolnym momencie naszego życia ? Zastanówmy się czym w istocie jest dno.Pewien człowiek tonął wciągany przez wir rzeki. Długo walczył, machał rękami i nogami, żeby tylko nie pójść na dno. Po kilkunastu minutach znaleziono go kilkadziesiąt metrów dalej. Zmarł z wyziębienia. Gdyby nie walczył i pozwolił się wciągnąć do dna mógłby się odbić i wypłynąć dalej. Spędziłby mniej czasu w wodzie i przeżyłby. Ta historia jest przytaczana najczęściej w kontekście nałogów. Mówi się o potrzebie osiągnięcia dna, żeby było się od czego odbić i wypłynąć na powierzchnię. Czy jednak w naszej egzystencji istnieje jakieś dno ? Jeśli tak, to gdzie ono jest ? Jeden alkoholik kiedy straci pracę, uzna że osiągnął dno i to pozwoli mu się odbić, otrząsnąć i rozpocząć nowe życie. Dla kolejnego dnem będzie dopiero, utrata pracy, domu i rodziny. Ale czy osiągnął dno ? Widziałem ludzi pijanych w sztok, których mieszkaniem były krzaki przy dworcu w centrum. Może oni jeszcze nie zobaczyli dna i piją dalej, a może stwierdzili że bycie na dnie jest fajne. A może dno w ogóle nie istnieje ? Może można się pogrążać w nieskończoność, chyba że uznamy śmierć jako koniec. Gdzie więc jest dno ?
Dno jest tam, gdzie postanowimy że jest. Jeśli ktoś powie, że dotknął dna, bo rodzina się od niego odwróciła, to jedyne co zrobił, to uznał, że osiągnął dno. Zawsze przecież mógł robić dalej to samo, albo nic nie robić. A zatem dno jest tam, gdzie mówimy: jestem na dnie. Czym ono jest? Użyjmy teorii o rzece i jej dnie. Człowiek tonąc macha rozpaczliwie łapkami broniąc się przed pójściem na dno. Kiedy zaś dotknie dna okaże się że: nie ma się już czego bać, bo jest na dnie i dalej nie spadnie. Oswaja się z nową rzeczywistością dna. Nie ma już o co walczyć, bo właśnie przegrał i znalazł się na dnie. Za to szybko orientuje się, że wystarczy się odbić by za chwilę znaleźć się na powierzchni. Odpowiadając na pytanie czym jest dno, powiedziałbym, że jest stanem bycia, w którym przestajemy walczyć i uznajemy naszą porażkę, przestajemy się bać sytuacji w której jesteśmy. Jest to stan całkowitej akceptacji tego co jest. Dopiero w takim stanie możemy dostrzec rozwiązania, a właściwie one same się przed nami pojawią. Nagle dostrzeżemy, że mamy się od czego odbić. Rozwiązanie pojawi się właściwie samo. Dopóki będziemy walczyć z sytuacją w której jesteśmy, dopóty nie zobaczymy, że w tym samym miejscu jest jej rozwiązanie. Uznając swoje dno i akceptując je doznajemy spokoju i odzyskujemy siły. Odbijamy się i wypływamy na powierzchnie, a jeśli zaufamy sobie, sytuacji i stabilności dna, to możemy się odbić tak mocno, że wyskoczymy ponad lustro wody.
Jak zrobić duży krok do przodu z miejsca w którym się właśnie jest ?
Wystarczy uznać że ta sytuacja jest dnem, zaakceptować ją i przestać walczyć. Pozwolić sobie na taki stan i nie kombinować. Jeśli odczujesz spokój w tym miejscu, rzeczy zaczną się same dziać na twoją korzyść.
Tak, wiem, to tylko teoretyczny wywód, ale ja to zrobić ?
Każdy człowiek jest inny i choć prawa rządzące wszechświatem są uniwersalne, to każdy sam musi dość do tego jak je w swoim życiu zastosować. Jak to zrobić ? Zacznij od postanowienia: w tym momencie jestem na swoim dnie. Właśnie je osiągnąłem. Teraz zastanów się co przegrałeś? Co ci się nie udało, o co jeszcze walczysz, na co masz jeszcze nadzieję? Z czym nie możesz się pogodzić? Ok., teraz zaakceptuj ten stan i te przegrane. Nie rozpaczaj, nie żal się. Rozgoryczenie związane z porażką to ja kopanie w mule, żeby osiągnąć jeszcze głębsze dno. Kopaniem w mule będzie również wizjonerstwo dotyczące jeszcze gorszych scenariuszy. Śmiało można założyć bardzo optymistyczny pogląd, że nigdy nie jest aż tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Tylko po co sprawdzać najgorsze scenariusze ? Poczuj spokój w tej sytuacji. Nie chodzi mi o radość, o energię. Mam na myśli raczej spokój, pogodzenie się z tym co jest w tej chwili. A więc stan bycia tu i teraz. Być może wydaje się to trudne, ale jedyne co należy zrobić, to podjąć decyzję, że jestem na dnie. Teraz przyglądaj się temu co się z tobą dzieje. Poświęć trochę czasu na poczucie w sobie oporu który stawiasz swojemu życiu. Nie wszystko na raz, powoli i spokojnie. Jeśli będzie w tym jakikolwiek nacisk, nic z tego nie będzie. Masz tylko zaakceptować to co jest, nie może w tym być żadnego działania. Na działanie przyjdzie czas.


coś o dawaniu i braniu

20 Październik 2009

Miłość do siebie i miłość do wszystkiego na zewnątrz zdaje się być tym samym, co dawanie i przyjmowanie miłości.
Nie umiem dokładnie wytłumaczyć dlaczego tak jest, jednak wiem z własnego doświadczenia, że jest to proces zachodzący w obie strony. Pamiętam, jak bałem się kiedyś, że nie dostanę miłości kiedy będę sam. Jakiś czas potem uświadomiłem sobie, że źródło miłości jest we mnie i nie muszę się już o nic bać, bo miłości nigdy mi nie zabraknie. Coś jednak dalej nie dawało mi spokoju i wciąż bałem się samotności. Niedługo potem przyszło kolejne oświecenie. A może ja się boję że nie będę miał komu dawać swojej miłości ? Wydawało się to irracjonalne, w końcu na świecie jest tyle ludzi oczekujących na miłość. A jednak wymagało to połączenia rozumu z sercem, żeby zadziałało.
Dawanie i branie zachodzi jednocześnie i nie może być inaczej. Jest tylko kwestią uświadomienie sobie tego.
Oto przykład:
Jeśli uprawiasz wolontariat i zajmujesz się porzuconymi ptaszkami czy chorymi ludźmi robisz to tak samo dla siebie jak i dla innych. Nie jest dobrze jeśli myślisz że jest inaczej. Jest przynajmniej kilka powodów dla których to robisz i na pewno masz z tego korzyści, np, satysfakcję, poczucie bycia dobrym, potrzebnym itd. W drugą stronę, kiedy wydaje ci się, że robisz coś tylko dla siebie zastanów się czy aby na pewno ? Kiedy dajesz sobie zrobić masaż dajesz tym samym możliwość do zarobienia masażyście, a poza tym, kiedy dbasz o swoją formę i samopoczucie wpływa to na twoje otoczenie i staje się ono bardziej życzliwe.
Miłość jest procesem dziejącym się zawsze w obie strony. Zawsze dajesz i przyjmujesz, nie zawsze jednak przyjmujesz to do wiadomości i to przysparza ci problemy. Często myśląc że robisz coś tylko dla siebie wpadasz w poczucie winy. Kiedy pochłania cię praca na czyjąś rzecz i zapomnisz zadbać o siebie to taka sytuacja również odbije się na twoim zdrowiu. Twoje ciało przypomni się samo żeby o nie zadbać.
A wszystkiego tego można uniknąć mając jedynie świadomość, że wszystko co robimy powoduje przepływ w obie strony. Trzeba to teraz połączyć z rozumem i przeżyć jako doświadczenie.


Coś o nadziei

19 Październik 2009

Nadzieja umiera ostatnia – niestety. Jak kopnąć ją w tyłek, żeby poszła wcześniej i pozwoliła na zmiany ? Dopóki masz nadzieję, dopóty walczysz i stawiasz opór. Albo w drugą stronę, dopada cię żal i rozgoryczenie, że przegrywasz i nie potrafisz pogodzić się z porażką. Oba stany nie mają nic wspólnego ze spokojem i akceptacją życia i stanu w jakim się znajdujesz. Walka trwa. A co by było jakbyś uznał: nie ma już nadziei ? Ile razy zdarzało ci się, że kiedy odpuściłeś jakiś temat lub zapomniałeś o czymś to coś do ciebie przyszło ? Jestem pewien że nie raz. Przyszło, choć czasem już nie było potrzebne. Całkowicie odpuszczając przestajesz prosić, przestajesz wysyłać energię i dajesz możliwość zadziałania tym siłom, które prosiłeś (Boga, anioły, niebieski koralik). Przestajesz naciskać i pozwalasz na ruch. Wtedy wszystko przychodzi jakby samo, bez proszenia. Wiem, to były rzeczy małej wagi. Im bardziej ci na czymś zależy tym trudniej odpuścić i pozwolić sobie na myśl, że to się nie stanie, albo tego nie dostanę. Jednak prawa wszechświata są jednakowe dla wszystkiego i dla wszystkich, więc jeśli działa z pudełkiem zapałek, to tak samo zadziała z domem, pracą, czymkolwiek innym. Poproś i poczekaj, zapomnij. Uwolnij się od nadziei.


Pokochaj swoje ciało

16 Październik 2009

Cześć, to ja, twoje ciało. Chciałem ci powiedzieć, że …..
No właśnie, jak myślisz, co powiedziało by ci twoje ciało, gdyby mogło powiedzieć coś ludzkim głosem ?
Ale przecież ono cały czas mówi do nas. Jesteśmy jednak nastawieni tylko na odbiór z zewnątrz. Nasze ciało musiałoby teraz wysłać do nas mail lub zadzwonić, żebyśmy się z nim skontaktowali.
Jak traktujesz swoje ciało ?
Dopóki jest zdrowe, nie pamiętasz że w ogóle je masz. Dopiero, kiedy czujesz że coś jest nie tak zaczynasz zwracać na nie uwagę. Kiedy coś cię boli kupujesz w aptece środek przeciwbólowy albo w ostateczności idziesz do lekarza. Ale i to nie jest jeszcze słuchaniem. Nawet kiedy zdecydujesz się na jakąś terapię albo leczenie starasz się być mądrzejszy niż własne ciało i wiesz lepiej co mu jest potrzebne do tego żeby działało jak należy. Twój mądry umysł wtrąca się wszędzie i ciągle coś podpowiada. Najpierw podpowiadał żeby skorzystać z serii masaży, potem jednak poddał w wątpliwość całą metodę, wiarę w wyzdrowienie i zasugerował zaniechanie terapii i szukanie dalej. Może akupunktura, może tleno-terapia, albo jakieś naświetlania? I tak twoje ciało jest prowadzane od lekarza do lekarza, od jednego terapeuty do drugiego, bo może ten drugi jest lepszy, bo ktoś go polecał, bo jemu pomógł. Kogo zatem słuchasz?
Reklam, sąsiadki, dziadka, pana doktora… czy posłuchałeś choć raz samego siebie? Czy pomyślałeś o tym co twoje ciało ci mówi? To tylko przeziębienie – powiesz, ale czy zastanowiłeś się skąd się wzięło? Czy zadbałeś o odpoczynek, czy organizm zareagował na zmęczenie ?
Twój największy przyjaciel – ciało.
Masz je od samego początku i będzie z tobą do końca życia. Jest z tobą zawsze i wszędzie. Nigdy cię nie zostawi i nie zdradzi. Zawsze mówi ci prawdę i tylko prawdę. Zawsze możesz na nie liczyć, jeśli tylko będziesz z nim w kontakcie. Znasz lepszego przyjaciela ?
Dlaczego więc traktujesz swojego najlepszego przyjaciela jakby go nie było ?
Powodów jest pewnie wiele i mógłbym je wymieniać przez kilka stron. W tym miejscu nie chcę się zajmować przyczynami. Chcę pokazać co można zrobić, kiedy już podejmie się decyzję o zadbaniu o siebie i powrocie do zdrowia. Każdy moment jest dobry na taką decyzję. Nie potrzebujesz na nic czekać. Możesz zacząć choćby w tym momencie.
Powrót do równowagi.
Jeśli zdałeś sobie sprawę z tego, że twoje ciało ma ci służyć do końca życia i lepiej będzie zachować je w dobrej kondycji zacznij je traktować jak na przyjaciela przystało. Czego ono potrzebuje ? Przede wszystkim twojej uwagi i troski. Zacznij zwracać uwagę na to co jesz, co pijesz, ile pracujesz i ile odpoczywasz. Popatrz na swój organizm, on właśnie w tym momencie pokazuje ci czego potrzebujesz. Może trochę się zaniedbałeś i przydałaby się jakaś terapia, jakieś oczyszczanie, dieta, ćwiczenia, medytacja, a może ogólna zmiana trybu życia. Teraz zaufaj sobie, swojemu ciału, uzbrój się w cierpliwość i podejmij działania.
Czasami powrót do równowagi oznacza duże zmiany. Przygotuj się na nie. Twój obecny stan zdrowia to efekt wielu lat życia, ciekawe, że większość ludzi o tym zapomina i oczekują zmian natychmiast.
Weź odpowiedzialność za swoje ciało i swoje zdrowie
Za twój stan zdrowia odpowiadasz przede wszystkim ty sam. Możesz się z tym nie zgadzać i dyskutować, jednak to niczego zmieni. Za powrót do równowagi też musisz wziąć pełną odpowiedzialność. Przenoszenie jej na kogokolwiek innego może się czasem skończyć rozczarowaniem. Lekarz nie jest wróżką ani magiem. Terapeuta pomoże, jeśli ty sobie na to pozwolisz. Kiedy masz w sobie przekonanie, że „to już ten wiek”, albo „to po rodzicach i nie da się z tym nic zrobić”, zapewne masz rację. Masz w życiu to w co wierzysz.
Z drugiej strony, kiedy wiesz, że od ciebie zależy to czy będziesz zdrowy, silny i zrównoważony, wystarczy że zaufasz sobie i pozwolisz sobie pomóc. Równowaga przyjdzie sama.
Twoje ciało – twój partner
Masz wybór – możesz je ignorować lub współpracować z nim. Pierwsza droga jest krótka. Organizm zawsze upomni się o uwagę. Jeśli nie zwrócisz jej na początku, będzie dawało coraz mocniejsze sygnały. Dalsza ignorancja doprowadzi do tego że wylądujesz w szpitalu i będziesz się dziwił dlaczego. Lepiej jest raczej traktować ciało jak partnera, który zawsze pokazuje co jest nie tak. Obserwując siebie samego zyskujesz wiele cennych informacji o tym co robisz i czy działasz w dobrym kierunku. Jeśli boli cię gardło, zastanów się czego nie wyraziłeś, gdy masz problem ze wzrokiem pomyśl czego nie chcesz widzieć, co ci się nie podoba w twoim otoczeniu, masz nadwagę – przed czym ma cię ochronić ta oponka ?
Pokochaj siebie
Możesz udawać że nic się nie dzieje, że to tylko katar, albo tylko ból pleców. Możesz zwalać swój stan zdrowia na pracę, na lekarzy, na system. To jednak nie przyniesie ci zdrowia. Możesz też pokochać siebie i swoje ciało i zacząć je traktować z miłością i troską na jakie na pewno zasługuje. Po co ? Bo im więcej miłości dajesz samemu sobie tym więcej możesz dawać każdemu innemu i tym więcej do ciebie tej miłości wraca. Na pewno słyszałeś nie jeden raz, że zmiany należy zaczynać od siebie. Zacznij więc kochać siebie. Co zrobiłbyś dla ukochanej osoby ? Zadbałbyś o dobre jedzenie, o spokojny sen, o dobry relaks, o prezenty i nagrody dające radość. Teraz zrób to wszystko dla siebie. Twoje ciało odwdzięczy się dobrym zdrowiem, siłą, kondycją i równowagą przez długie lata. Człowiek może odchodzić ze starości albo z każdego innego powodu niż rak albo zawał. Możesz nie akceptować swojego wyglądu, jednak najczęściej na ten wygląd pracowałeś całe lata. Możesz powiedzieć – nie podoba mi się moje ciało, nie akceptuję go. Tylko co to zmieni ? Dalej masz to samo ciało, tylko zużywasz mnóstwo energii na użalanie się nad sobą. Pokochaj to co masz, bo nie jesteś w stanie oddzielić się od tego. Pokochaj swoje choroby, dysfunkcje, dolegliwości i swój wygląd. Twoje ciało wynagrodzi ci to z pewnością. Widziałeś jak wygląda woda do której mówiło się “kocham cię”? Nasze ciało to w większości woda. Tak, wiem, łatwiej jest pokochać małego kotka, ładną dziewczynę, urocze miejsce. Nie mówię, że ta miłość jest łatwa. Mówię jedynie o wyborze jaki masz przed sobą.
Wolisz walczyć czy kochać ?


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.