Jeśli na masaż wybierasz się po raz pierwszy w życiu, to zapewne masz kilka pytań.
Jak się ubrać, czy wziąć coś ze sobą, albo jak się zachować na miejscu i czego się
spodziewać.
Postaram się teraz w kilku zdaniach przybliżyć Ci temat, żeby ten „pierwszy raz” był dla
Ciebie jak najbardziej komfortowy i przyniósł maksimum korzyści.
A zatem:
Na masaż warto przyjść po odświeżającym prysznicu lub kąpieli. Wcieranie brudu wraz
olejkiem do masażu w skórę nie działa na nią najlepiej, nie mówiąc dyskomforcie dla
masowanego i masażysty.
Nie musisz ze sobą niczego przynosić. Wszystko co potrzebne do masażu czyli: ręczniki,
prześcieradła, przykrycia, kremy i olejki są w gabinecie, w każdym razie powinny być ![]()
Możesz być pewien, że w salonie masażu Wellness jest wszystko to, czego potrzeba do
wykonania masażu na najwyższym poziomie.
Ubranie nie ma większego znaczenia, gdyż zazwyczaj się je zdejmuje. Jednak bieliznę
warto przemyśleć.
Najpierw kilka słów o masażu całego ciała, bo tu jest najwięcej zagadek. Podręczniki
podają, że do masażu przystępuje się całkowicie rozebranym, lub w luźnej bieliźnie.
Zdjęcie wszystkiego jest formą najwygodniejszą. Nic nie uciska, nie przeszkadza i żadne
ramiączka nie plączą się, a do tego zwiększa się zakres technik możliwych do zastosowania.
Masażysta ze swej strony dbając o dobre samopoczucie klienta pozostawia go samego na
czas rozebrania i zapewnia przykrycie, którym potem operuje tak, aby klient nie odczuł
żadnego dyskomfortu. Podczas masażu odsłania się tylko części masowane.
Uwaga!
Pośladki to też mięśnie i to całkiem spore w porównaniu z innymi mięśniami i równie ważne
jak inne, więc też są masowane. Piersi w masażu klasycznym raczej się nie masuje, ale już
mięśnie klatki piersiowej tak, więc piersi będą odkrywane. Jeśli nie masz na to ochoty,
powiedz o tym przed masażem, a twoje piersi będą zakryte przez cały czas.
Ponieważ jednak nie chcę nikogo krępować, polecam zostawić na sobie tyle ubrania, żeby
czuć się dobrze. Wszak podczas masażu głównie chodzi o rozluźnienie. Zatem jedne panie
kładą się w samych figach, inne w całej bieliźnie, a jeszcze inne całkiem nagie. Dla mnie to
bez znaczenia.
Jeśli jednak już zdecydowaliśmy o pozostaniu w bieliźnie to kilka słów o tejże.
Szanowni Panowie: mięśnie ud zaczynają się dość wysoko w pobliżu miejsca gdzie zazwyczaj
znajduje się pasek od majtek, a więc bokserki są złym pomysłem, ponieważ masaż ud kończy
się dla was w połowie nogi. Rozwiązaniem są albo slipki albo rozebranie się z bokserek.
Drogie Panie: jeśli zostawicie na sobie stanik, rozpinam go tylko przy masażu pleców. Jeśli
go nie będzie, masuję również mięśnie klatki, chyba, że zapowiecie wcześniej, aby ominąć
klatkę. Jeśli jesteście w figach, to do masażu pośladków zsuwam je.
Innym rozwiązaniem są stringi. Zazwyczaj zostają nie naruszane podczas masażu pupy.
Wchodząc do gabinetu nie musicie nic wiedzieć i nic robić. Masażysta zapewne wskaże
miejsce gdzie należy się rozebrać i powie, gdzie i jak się położyć oraz poda przykrycie.
Pewnie też zapyta o przeciwwskazania do masażu oraz o wskazania. Warto tu wspomnieć
o tym, czy przyszliśmy do gabinetu z jakimś konkretnym bólem, czy występują jakieś
ograniczenia w ruchomości stawów i kończyn. Można wówczas spodziewać się skupienia
uwagi masażysty na danej dolegliwości. Masażysta może też zaradzić konkretne
rozwiązanie, które przyniesie ulgę w bólu.
Jeśli mówimy o masażu klasycznym całego ciała, to spodziewać się należy przede wszystkim
relaksu, odprężenia i odpoczynku. W moim gabinecie dbam o to, żeby te oczekiwania
spełnić jak najlepiej. Te działania wspomagam odpowiednim światłem, muzyką, zapachem
w powietrzu i specjalnie dobieranymi kompozycjami olejków do masażu. Dbam o jak
największą dyskrecję.
No i jeszcze jedno: nie ma niestosownych pytań, jeśli czegoś nie wiesz lub masz wątpliwości
po prostu zapytaj. Każdy, kto robi coś po raz pierwszy nie wie wielu rzeczy i czuje się
zagubiony. Mając to na uwadze, zachęcam do zadawania pytań. Jestem również i po to, aby
pomóc Ci zapoznać się z tym nowym tematem. Zdaję sobie sprawę również z tego, że temat
jest szeroki i nie wyczerpany i że “obsługa klienta” w innych gabinetach może się różnić.
Ciekaw jestem Twojej opinii na temat przydatności tego co napisałem, będę więc wdzięczny
za każdą. Jeśli przy okazji masz pytania dotyczące pierwszego masażu również zachęcam
do pisania: salonwellness@op.pl
Pierwszy masaż w życiu
22 Styczeń 2011Przekonania
15 Listopad 2009Czym są przekonania ?
Są to prawdy w które wierzymy. A skoro wierzymy, to wszystko i wszyscy wokoło będą nam wciąż udowadniali, że jest właśnie tak. Zawsze mamy to w co wierzymy. Nie zawsze jednak te prawdy podobają się nam.
Gromadzimy je przez całe życie, potem wciąż z nich korzystamy, często je wyrażamy. Właściwie każdy osąd, jaki wyrażamy na jakikolwiek temat jest naszym przekonaniem. Jest to nasz sposób widzenia otaczajacego nas świata i samych siebie.
„Jestem do niczego” – osąd – przekonanie.
„Ludzie są zawistni” – osąd – przekonanie.
„Z nim nie można się dogadać” – osąd – przekonanie.
Wszelkie uogólnienia: zawsze, nigdy, każdy, nikt, to również są przekonania.
Są przekonania wspierające nas: „Mam bardzo dużo cierpliwości do dzieci”
i osłabiające „czarny kot przynosi pecha”
Właściwie, całe nasze życie, to zestaw przekonań. W końcu sami sobie stwarzamy ten świat, oglądamy go swoimi oczami, a potem komentujemy przekonaniami.
Co jednak, jeśli nasze przekonania nie podobają się nam ?
Pierwszą rzeczą, jaką należy przyjąć do wiadomości jest to, że przekonania można zmienić !
Zmiana ta jest procesem, który trwa czasem dłużej, a czasem krócej, ale jest jak najbardziej możliwa.
Narzędzi jest co najmniej kilka, a jednym z nich jest EFT. Techniki te służą do uwalniania emocji i uczuć. Do każdego przekonania mamy jakiś stosunek (to również moje przekonanie), albo pozytywny, albo negatywny, albo neutralny. Jeśli więc np mamy przekonanie: „wolno kojarzę fakty” i jest mi z tym dobrze, to nie ma problemu. Jeśli zaś frustruje mnie to, lub martwi to można za pomocą EFT uwolnić negatywne uczucia i pierwszą rzeczą, będzie zdobycie neutralnego podejścia emocjonalnego. Jest to pierwszy krok do zmiany przekonania. Potem wzbudzamy nowe przekonanie: „wolne kojarzenie ma dużo zalet”. Być może pojawią się tu jakieś uczucia, w każdym razie z pewnością jakiś stosunek to tego stwierdzenia będziemy mieli i jest to temat do dalszej pracy. I tak, aż do momentu, w którym poczujemy neutralność lub satysfakcję ze stanu w jakim jesteśmy. Z czasem można dojść do przekonania, że „szybko kojarzymy fakty” i wówczas mamy pełny sukces. Napisałem to dość skrótowo i należy pamiętać, że zmiana przekonań, to proces rozłożony w czasie i nie załatwimy tego w godzinę nawet za pomocą EFT (choć to również tylko moje przekonanie i chętnie kiedyś przekonam się, że jest inaczej
) )
Do czego może się przydać stosowanie EFT ?
21 Październik 2009Już w Biblii było napisane: proście, a będzie wam dane, tylko uwierzcie, że otrzymaliście. Nie jedna religia i nie jedna filozofia mówi o tym, że żeby coś osiągnąć, należy wzbudzić w sobie takie uczucia, jakby już ziściło się to czego pragniemy. Mówią o tym również badania naukowe prowadzone na całym świecie. Niby proste, ale nie wtedy, kiedy nasz świadomy umysł zauważa: „no ale przecież jest do dupy, jestem chory, albo biedny i jak mam poczuć w sobie uczucie, jak bym był bogaty albo zdrowy ?” Emocje strachu, żalu, smutku czy rozpaczy są silniejsze i żadna wizualizacja ani afirmacja nie przynosi rezultatów. Wtedy warto zastosować EFT. Metodę, za pomocą której uwolnisz się od negatywnych emocji i skupienie się na pozytywnych afirmacjach przyjdzie znacznie łatwiej. Zazwyczaj nie dzieje się to błyskawicznie, ale cierpliwość i systematyka zrobią swoje i efekty będą widoczne dość szybko. Jeśli mówisz teraz, że i systematyka i cierpliwość są trudne, to masz gotowy temat do opracowania go za pomocą EFT na początek. Opukaj to, a potem weź się za pozostałe emocje i uczucia.
Coś o potrzebie dna
21 Październik 2009Wszyscy wiemy, że od dna łatwiej się odbić i szybciej się wypływa na powierzchnię. Jak więc odbić się i wypłynąć w dowolnym momencie naszego życia ? Zastanówmy się czym w istocie jest dno.Pewien człowiek tonął wciągany przez wir rzeki. Długo walczył, machał rękami i nogami, żeby tylko nie pójść na dno. Po kilkunastu minutach znaleziono go kilkadziesiąt metrów dalej. Zmarł z wyziębienia. Gdyby nie walczył i pozwolił się wciągnąć do dna mógłby się odbić i wypłynąć dalej. Spędziłby mniej czasu w wodzie i przeżyłby. Ta historia jest przytaczana najczęściej w kontekście nałogów. Mówi się o potrzebie osiągnięcia dna, żeby było się od czego odbić i wypłynąć na powierzchnię. Czy jednak w naszej egzystencji istnieje jakieś dno ? Jeśli tak, to gdzie ono jest ? Jeden alkoholik kiedy straci pracę, uzna że osiągnął dno i to pozwoli mu się odbić, otrząsnąć i rozpocząć nowe życie. Dla kolejnego dnem będzie dopiero, utrata pracy, domu i rodziny. Ale czy osiągnął dno ? Widziałem ludzi pijanych w sztok, których mieszkaniem były krzaki przy dworcu w centrum. Może oni jeszcze nie zobaczyli dna i piją dalej, a może stwierdzili że bycie na dnie jest fajne. A może dno w ogóle nie istnieje ? Może można się pogrążać w nieskończoność, chyba że uznamy śmierć jako koniec. Gdzie więc jest dno ?
Dno jest tam, gdzie postanowimy że jest. Jeśli ktoś powie, że dotknął dna, bo rodzina się od niego odwróciła, to jedyne co zrobił, to uznał, że osiągnął dno. Zawsze przecież mógł robić dalej to samo, albo nic nie robić. A zatem dno jest tam, gdzie mówimy: jestem na dnie. Czym ono jest? Użyjmy teorii o rzece i jej dnie. Człowiek tonąc macha rozpaczliwie łapkami broniąc się przed pójściem na dno. Kiedy zaś dotknie dna okaże się że: nie ma się już czego bać, bo jest na dnie i dalej nie spadnie. Oswaja się z nową rzeczywistością dna. Nie ma już o co walczyć, bo właśnie przegrał i znalazł się na dnie. Za to szybko orientuje się, że wystarczy się odbić by za chwilę znaleźć się na powierzchni. Odpowiadając na pytanie czym jest dno, powiedziałbym, że jest stanem bycia, w którym przestajemy walczyć i uznajemy naszą porażkę, przestajemy się bać sytuacji w której jesteśmy. Jest to stan całkowitej akceptacji tego co jest. Dopiero w takim stanie możemy dostrzec rozwiązania, a właściwie one same się przed nami pojawią. Nagle dostrzeżemy, że mamy się od czego odbić. Rozwiązanie pojawi się właściwie samo. Dopóki będziemy walczyć z sytuacją w której jesteśmy, dopóty nie zobaczymy, że w tym samym miejscu jest jej rozwiązanie. Uznając swoje dno i akceptując je doznajemy spokoju i odzyskujemy siły. Odbijamy się i wypływamy na powierzchnie, a jeśli zaufamy sobie, sytuacji i stabilności dna, to możemy się odbić tak mocno, że wyskoczymy ponad lustro wody.
Jak zrobić duży krok do przodu z miejsca w którym się właśnie jest ?
Wystarczy uznać że ta sytuacja jest dnem, zaakceptować ją i przestać walczyć. Pozwolić sobie na taki stan i nie kombinować. Jeśli odczujesz spokój w tym miejscu, rzeczy zaczną się same dziać na twoją korzyść.
Tak, wiem, to tylko teoretyczny wywód, ale ja to zrobić ?
Każdy człowiek jest inny i choć prawa rządzące wszechświatem są uniwersalne, to każdy sam musi dość do tego jak je w swoim życiu zastosować. Jak to zrobić ? Zacznij od postanowienia: w tym momencie jestem na swoim dnie. Właśnie je osiągnąłem. Teraz zastanów się co przegrałeś? Co ci się nie udało, o co jeszcze walczysz, na co masz jeszcze nadzieję? Z czym nie możesz się pogodzić? Ok., teraz zaakceptuj ten stan i te przegrane. Nie rozpaczaj, nie żal się. Rozgoryczenie związane z porażką to ja kopanie w mule, żeby osiągnąć jeszcze głębsze dno. Kopaniem w mule będzie również wizjonerstwo dotyczące jeszcze gorszych scenariuszy. Śmiało można założyć bardzo optymistyczny pogląd, że nigdy nie jest aż tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Tylko po co sprawdzać najgorsze scenariusze ? Poczuj spokój w tej sytuacji. Nie chodzi mi o radość, o energię. Mam na myśli raczej spokój, pogodzenie się z tym co jest w tej chwili. A więc stan bycia tu i teraz. Być może wydaje się to trudne, ale jedyne co należy zrobić, to podjąć decyzję, że jestem na dnie. Teraz przyglądaj się temu co się z tobą dzieje. Poświęć trochę czasu na poczucie w sobie oporu który stawiasz swojemu życiu. Nie wszystko na raz, powoli i spokojnie. Jeśli będzie w tym jakikolwiek nacisk, nic z tego nie będzie. Masz tylko zaakceptować to co jest, nie może w tym być żadnego działania. Na działanie przyjdzie czas.
coś o dawaniu i braniu
20 Październik 2009Miłość do siebie i miłość do wszystkiego na zewnątrz zdaje się być tym samym, co dawanie i przyjmowanie miłości.
Nie umiem dokładnie wytłumaczyć dlaczego tak jest, jednak wiem z własnego doświadczenia, że jest to proces zachodzący w obie strony. Pamiętam, jak bałem się kiedyś, że nie dostanę miłości kiedy będę sam. Jakiś czas potem uświadomiłem sobie, że źródło miłości jest we mnie i nie muszę się już o nic bać, bo miłości nigdy mi nie zabraknie. Coś jednak dalej nie dawało mi spokoju i wciąż bałem się samotności. Niedługo potem przyszło kolejne oświecenie. A może ja się boję że nie będę miał komu dawać swojej miłości ? Wydawało się to irracjonalne, w końcu na świecie jest tyle ludzi oczekujących na miłość. A jednak wymagało to połączenia rozumu z sercem, żeby zadziałało.
Dawanie i branie zachodzi jednocześnie i nie może być inaczej. Jest tylko kwestią uświadomienie sobie tego.
Oto przykład:
Jeśli uprawiasz wolontariat i zajmujesz się porzuconymi ptaszkami czy chorymi ludźmi robisz to tak samo dla siebie jak i dla innych. Nie jest dobrze jeśli myślisz że jest inaczej. Jest przynajmniej kilka powodów dla których to robisz i na pewno masz z tego korzyści, np, satysfakcję, poczucie bycia dobrym, potrzebnym itd. W drugą stronę, kiedy wydaje ci się, że robisz coś tylko dla siebie zastanów się czy aby na pewno ? Kiedy dajesz sobie zrobić masaż dajesz tym samym możliwość do zarobienia masażyście, a poza tym, kiedy dbasz o swoją formę i samopoczucie wpływa to na twoje otoczenie i staje się ono bardziej życzliwe.
Miłość jest procesem dziejącym się zawsze w obie strony. Zawsze dajesz i przyjmujesz, nie zawsze jednak przyjmujesz to do wiadomości i to przysparza ci problemy. Często myśląc że robisz coś tylko dla siebie wpadasz w poczucie winy. Kiedy pochłania cię praca na czyjąś rzecz i zapomnisz zadbać o siebie to taka sytuacja również odbije się na twoim zdrowiu. Twoje ciało przypomni się samo żeby o nie zadbać.
A wszystkiego tego można uniknąć mając jedynie świadomość, że wszystko co robimy powoduje przepływ w obie strony. Trzeba to teraz połączyć z rozumem i przeżyć jako doświadczenie.
Coś o nadziei
19 Październik 2009Nadzieja umiera ostatnia – niestety. Jak kopnąć ją w tyłek, żeby poszła wcześniej i pozwoliła na zmiany ? Dopóki masz nadzieję, dopóty walczysz i stawiasz opór. Albo w drugą stronę, dopada cię żal i rozgoryczenie, że przegrywasz i nie potrafisz pogodzić się z porażką. Oba stany nie mają nic wspólnego ze spokojem i akceptacją życia i stanu w jakim się znajdujesz. Walka trwa. A co by było jakbyś uznał: nie ma już nadziei ? Ile razy zdarzało ci się, że kiedy odpuściłeś jakiś temat lub zapomniałeś o czymś to coś do ciebie przyszło ? Jestem pewien że nie raz. Przyszło, choć czasem już nie było potrzebne. Całkowicie odpuszczając przestajesz prosić, przestajesz wysyłać energię i dajesz możliwość zadziałania tym siłom, które prosiłeś (Boga, anioły, niebieski koralik). Przestajesz naciskać i pozwalasz na ruch. Wtedy wszystko przychodzi jakby samo, bez proszenia. Wiem, to były rzeczy małej wagi. Im bardziej ci na czymś zależy tym trudniej odpuścić i pozwolić sobie na myśl, że to się nie stanie, albo tego nie dostanę. Jednak prawa wszechświata są jednakowe dla wszystkiego i dla wszystkich, więc jeśli działa z pudełkiem zapałek, to tak samo zadziała z domem, pracą, czymkolwiek innym. Poproś i poczekaj, zapomnij. Uwolnij się od nadziei.
Pokochaj swoje ciało
16 Październik 2009Cześć, to ja, twoje ciało. Chciałem ci powiedzieć, że …..
No właśnie, jak myślisz, co powiedziało by ci twoje ciało, gdyby mogło powiedzieć coś ludzkim głosem ?
Ale przecież ono cały czas mówi do nas. Jesteśmy jednak nastawieni tylko na odbiór z zewnątrz. Nasze ciało musiałoby teraz wysłać do nas mail lub zadzwonić, żebyśmy się z nim skontaktowali.
Jak traktujesz swoje ciało ?
Dopóki jest zdrowe, nie pamiętasz że w ogóle je masz. Dopiero, kiedy czujesz że coś jest nie tak zaczynasz zwracać na nie uwagę. Kiedy coś cię boli kupujesz w aptece środek przeciwbólowy albo w ostateczności idziesz do lekarza. Ale i to nie jest jeszcze słuchaniem. Nawet kiedy zdecydujesz się na jakąś terapię albo leczenie starasz się być mądrzejszy niż własne ciało i wiesz lepiej co mu jest potrzebne do tego żeby działało jak należy. Twój mądry umysł wtrąca się wszędzie i ciągle coś podpowiada. Najpierw podpowiadał żeby skorzystać z serii masaży, potem jednak poddał w wątpliwość całą metodę, wiarę w wyzdrowienie i zasugerował zaniechanie terapii i szukanie dalej. Może akupunktura, może tleno-terapia, albo jakieś naświetlania? I tak twoje ciało jest prowadzane od lekarza do lekarza, od jednego terapeuty do drugiego, bo może ten drugi jest lepszy, bo ktoś go polecał, bo jemu pomógł. Kogo zatem słuchasz?
Reklam, sąsiadki, dziadka, pana doktora… czy posłuchałeś choć raz samego siebie? Czy pomyślałeś o tym co twoje ciało ci mówi? To tylko przeziębienie – powiesz, ale czy zastanowiłeś się skąd się wzięło? Czy zadbałeś o odpoczynek, czy organizm zareagował na zmęczenie ?
Twój największy przyjaciel – ciało.
Masz je od samego początku i będzie z tobą do końca życia. Jest z tobą zawsze i wszędzie. Nigdy cię nie zostawi i nie zdradzi. Zawsze mówi ci prawdę i tylko prawdę. Zawsze możesz na nie liczyć, jeśli tylko będziesz z nim w kontakcie. Znasz lepszego przyjaciela ?
Dlaczego więc traktujesz swojego najlepszego przyjaciela jakby go nie było ?
Powodów jest pewnie wiele i mógłbym je wymieniać przez kilka stron. W tym miejscu nie chcę się zajmować przyczynami. Chcę pokazać co można zrobić, kiedy już podejmie się decyzję o zadbaniu o siebie i powrocie do zdrowia. Każdy moment jest dobry na taką decyzję. Nie potrzebujesz na nic czekać. Możesz zacząć choćby w tym momencie.
Powrót do równowagi.
Jeśli zdałeś sobie sprawę z tego, że twoje ciało ma ci służyć do końca życia i lepiej będzie zachować je w dobrej kondycji zacznij je traktować jak na przyjaciela przystało. Czego ono potrzebuje ? Przede wszystkim twojej uwagi i troski. Zacznij zwracać uwagę na to co jesz, co pijesz, ile pracujesz i ile odpoczywasz. Popatrz na swój organizm, on właśnie w tym momencie pokazuje ci czego potrzebujesz. Może trochę się zaniedbałeś i przydałaby się jakaś terapia, jakieś oczyszczanie, dieta, ćwiczenia, medytacja, a może ogólna zmiana trybu życia. Teraz zaufaj sobie, swojemu ciału, uzbrój się w cierpliwość i podejmij działania.
Czasami powrót do równowagi oznacza duże zmiany. Przygotuj się na nie. Twój obecny stan zdrowia to efekt wielu lat życia, ciekawe, że większość ludzi o tym zapomina i oczekują zmian natychmiast.
Weź odpowiedzialność za swoje ciało i swoje zdrowie
Za twój stan zdrowia odpowiadasz przede wszystkim ty sam. Możesz się z tym nie zgadzać i dyskutować, jednak to niczego zmieni. Za powrót do równowagi też musisz wziąć pełną odpowiedzialność. Przenoszenie jej na kogokolwiek innego może się czasem skończyć rozczarowaniem. Lekarz nie jest wróżką ani magiem. Terapeuta pomoże, jeśli ty sobie na to pozwolisz. Kiedy masz w sobie przekonanie, że „to już ten wiek”, albo „to po rodzicach i nie da się z tym nic zrobić”, zapewne masz rację. Masz w życiu to w co wierzysz.
Z drugiej strony, kiedy wiesz, że od ciebie zależy to czy będziesz zdrowy, silny i zrównoważony, wystarczy że zaufasz sobie i pozwolisz sobie pomóc. Równowaga przyjdzie sama.
Twoje ciało – twój partner
Masz wybór – możesz je ignorować lub współpracować z nim. Pierwsza droga jest krótka. Organizm zawsze upomni się o uwagę. Jeśli nie zwrócisz jej na początku, będzie dawało coraz mocniejsze sygnały. Dalsza ignorancja doprowadzi do tego że wylądujesz w szpitalu i będziesz się dziwił dlaczego. Lepiej jest raczej traktować ciało jak partnera, który zawsze pokazuje co jest nie tak. Obserwując siebie samego zyskujesz wiele cennych informacji o tym co robisz i czy działasz w dobrym kierunku. Jeśli boli cię gardło, zastanów się czego nie wyraziłeś, gdy masz problem ze wzrokiem pomyśl czego nie chcesz widzieć, co ci się nie podoba w twoim otoczeniu, masz nadwagę – przed czym ma cię ochronić ta oponka ?
Pokochaj siebie
Możesz udawać że nic się nie dzieje, że to tylko katar, albo tylko ból pleców. Możesz zwalać swój stan zdrowia na pracę, na lekarzy, na system. To jednak nie przyniesie ci zdrowia. Możesz też pokochać siebie i swoje ciało i zacząć je traktować z miłością i troską na jakie na pewno zasługuje. Po co ? Bo im więcej miłości dajesz samemu sobie tym więcej możesz dawać każdemu innemu i tym więcej do ciebie tej miłości wraca. Na pewno słyszałeś nie jeden raz, że zmiany należy zaczynać od siebie. Zacznij więc kochać siebie. Co zrobiłbyś dla ukochanej osoby ? Zadbałbyś o dobre jedzenie, o spokojny sen, o dobry relaks, o prezenty i nagrody dające radość. Teraz zrób to wszystko dla siebie. Twoje ciało odwdzięczy się dobrym zdrowiem, siłą, kondycją i równowagą przez długie lata. Człowiek może odchodzić ze starości albo z każdego innego powodu niż rak albo zawał. Możesz nie akceptować swojego wyglądu, jednak najczęściej na ten wygląd pracowałeś całe lata. Możesz powiedzieć – nie podoba mi się moje ciało, nie akceptuję go. Tylko co to zmieni ? Dalej masz to samo ciało, tylko zużywasz mnóstwo energii na użalanie się nad sobą. Pokochaj to co masz, bo nie jesteś w stanie oddzielić się od tego. Pokochaj swoje choroby, dysfunkcje, dolegliwości i swój wygląd. Twoje ciało wynagrodzi ci to z pewnością. Widziałeś jak wygląda woda do której mówiło się „kocham cię”? Nasze ciało to w większości woda. Tak, wiem, łatwiej jest pokochać małego kotka, ładną dziewczynę, urocze miejsce. Nie mówię, że ta miłość jest łatwa. Mówię jedynie o wyborze jaki masz przed sobą.
Wolisz walczyć czy kochać ?
Suplementy diety. Gdzie jest sens ?
17 Wrzesień 2009Kilka dni temu odwiedziła mnie pani z firmy Akuna proponując współpracę w budowaniu sieci sprzedaży suplementu diety o nazwie Alveo. Dostałem na zakończenie prezentacje na płycie. Dowiedziałem się z niej, że branża wellness jest bardzo silnie rozwijającą się. Inwestuje się ogromne pieniądze w badania, produkcje i dystrybucję suplementów diety, mających na celu poprawę naszego zdrowia i kondycji. Prezentacja oczywiście wskazywała na zalety i możliwości zarobkowe. Nie podoba mi się system dystrybucji, w którym okazuje się , że cena produktu zazwyczaj w większej części zawiera prowizję dla osób, które tylko są i tworzą łańcuszek. Za każdym razem kiedy słyszę że to najlepsza i najtańsza forma dystrybucji zastanawiam się dlaczego 99% produktów na świecie sprzedawanych jest w sklepach?
Ale moją uwagę przykuły te ogromne liczby mówiące o pieniądzach inwestowanych w bardzo ekologiczne uprawy bez sztucznych nawozów, takie wychuchane warzywka i ziółka bardzo zdrowe. Przypomniałem sobie, że równie duże pieniądze są inwestowane w produkcje sztucznych nawozów, dodatków, pestycydów i modyfikację genetyczną. Pytam więc: Jaki jest sens z jednej strony wydawać pieniądze na szukanie sposobów na szkodzenie ludziom produkując sztuczne pomidory, żeby z drugiej strony wydawać nie mniejsze pieniądze na szukanie sposobów na poprawę zniszczonego jedzeniem zdrowia ? Czy nie lepiej byłoby wydawać pieniądze tylko na produkcję zdrowej żywności ? Nie były by potrzebne wówczas żadne suplementy diety. I tu chyba pojawia się odpowiedź. Otóż jeden biznes nakręca drugi i dzięki temu coraz więcej ludzi ma pracę.
Jedni pracują nad szkodzeniem drugim, a drudzy pracują nad antidotum na truciznę wyprodukowaną przez pierwszych – bez sensu. I wcale nie zdziwiłoby mnie, gdyby okazało się, że za to wszystko odpowiadają ci sami ludzie i te same pieniądze.
Czy zatem mamy jakiś wybór ?
złość
13 Wrzesień 2009Co jest nie tak w przeżywaniu złości ?
Za złością zazwyczaj kryje się strach. Myślę że zawsze nawet, ponieważ strach jest pierwotnym uczuciem. Nie zawsze tylko wiadomo czego ten strach dokładnie dotyczy. Jednak biorąc pod uwagę to co dzieje się z organizmem podczas złoszczenia, dojdziemy do tego, że strach dotyczy braku poczucia bezpieczeństwa. Nie jest to takie oczywiste. Wyobraziłem sobie właśnie, że kiedy zapytałbym jakiegoś łobuza, który bije żonę, czego się boi, prawdopodobnie dostałbym od niego i do głowy by mu nie przyszło że czegoś się boi. Powie zapewne że jest wściekły, bo nie zrobiła czegoś, albo coś zrobiła. To kojarzy mi się z niespełnianiem oczekiwań, a to z kolei z brakiem kontroli. Wszystko to kojarzy mi się z bezradnością wobec sytuacji w jakiej się można znaleźć. Nic dziwnego, że jest to uczucie trudne. Ze złością jest jeszcze jeden kłopot: otóż złość jest nieprzewidywalna. czasem jest konstruktywna i pcha do przodu, powoduje ze podejmujemy działania, albo skutecznie się bronimy jeśli jest taka potrzeba. Jednak złość może też być wybuchem agresji skierowanej do niewinnej osoby, co w konsekwencji pogarsza sprawę i wpędza nas w poczucie winy, potem potrzeba ukarania się itd. Złość jest bardzo niebezpiecznym narzędziem dla nas samych. Trzeba się umieć nim posługiwać, żeby nie zrobić krzywdy sobie lub komuś. Jednak warto się nauczyć obchodzić ze złością, to bardzo silne narzędzie i może nam przynieść dużo korzyści.
No i kolejny aspekt: przeżywanie złości jest niedobre. Chyba dość dużo ludzi ma problem z wyrażaniem i przeżywaniem złości, gdyż nie ma na to przyzwolenia społecznego. Złość jest po prostu niemoralna, nie elegancka i nie należy się złościć. A przecież jest to taka sama emocja jak każda inna, informuje nas o czymś ważnym, pozwala zadziałać i bronić się jeśli czujemy się jakkolwiek zagrożeni. Jej tłumienie przyczynić się może do utraty zdrowia. Problem nie w tym czy przezywać złość czy nie, ale w tym czy jest ona uzasadniona, czyli rzecz jest w umiejętności dostrzeżenia tego, czy nasze poczucie bezpieczeństwa jest naprawdę zagrożone i wymaga natychmiastowego i zdecydowanego działania.
lustro
13 Wrzesień 2009Przeczytałem niedawno o tym, że nie ma znaczenia z kim człowiek się zwiąże, ponieważ druga osoba, jest zawsze naszym lustrem i pokazuje nam dokładnie to jacy jesteśmy, jeśli więc czegoś w sobie nie akceptujemy, nie lubimy i uciekamy od tego, to zawsze znajdzie się ktoś, kto nam o tym przypomni. Zdaniem autorki książki nie ma więc sensu rozstawianie się, bo w kolejnym związku czeka nas to samo, gdyż problem do rozwiązania jest w nas. Zmieniając partnera zmieniamy tylko lustro a nie obraz. To bardzo dobra teoria i słuszna. Jednak widzę tu pewne ale ! Otóż wiedza jest niczym, doświadczenie jest wszystkim. Nie wystarczy zatem przeczytać, że każdy partner jest lustrem. Trzeba tego doświadczyć, a żeby to się stało, czasem trzeba zmienić partnera, żeby w kolejnym zobaczyć to samo i na własnej skórze doświadczyć, że następny pokazuje nam to samo i naprawdę jest lustrem. Jest jeszcze jedna kwestia. Świat się zmienia, ludzie się zmieniają, nic nie trwa wiecznie. A zatem z czasem to co ktoś nam był łaskaw pokazywać na nasz temat staje się nie aktualne i mogą się zdarzyć dwie rzeczy: albo lustro odchodzi od nas, a na jego miejsce przychodzi inne, które pokazuję nam inny aspekt nas samych, albo lustro, które również ewoluuje zaczyna nam pokazywać coś innego, co niewątpliwie musi powodować zmianę relacji i ogólny wygląd związku.
Opublikował/a artnatura